Rozmowa z kimś na poziomie, czyli mówienie do siebie

Gotujesz obiad, bierzesz prysznic czy wycierasz kurze i nagle słyszysz głos. Znasz ten głos… a tak gadasz do siebie. Mimo przeświadczenia, że mówienie do siebie jest objawem choroby psychicznej, psychiatrzy uspokajają, że takie zachowanie wcale nie musi świadczyć o jakichś zaburzeniach. Niemniej jednak są sytuacje, które mogą stanowić powodu do niepokoju.

Są dwie zasady, kiedy mówienie do siebie może być znakiem, że coś jest nie tak z naszym zdrowiem psychicznym. Pierwsza to gdy nie zdajemy sobie sprawy, że wypowiadamy nasze myśli na głos, a druga gdy nie potrafimy tego powstrzymać. Jeśli jednak traktujemy siebie jak autorów wypowiadanych słów i możemy przestać, kiedy tylko zechcemy – wszystko z nami ok.

Pamiętnik mówiony

Kiedy się człowiek potknie albo skaleczy woła „o kur..” – to jedna z sytuacji, kiedy mówienie do siebie jest kompletnie uzasadnione. Gdy emocje się w nas gotują, a przeżycia są zbyt silne tracimy kontrolę nad samym sobą i siłą rzeczy potrafi nam się wyrwać siarczyste przekleństwo czy inne tego typu wyrażenie. Przy zbyt dużej kumulacji nerwów, stresu, ale również szczęścia nasz psychika, niczym kranik, upuszcza nagromadzone emocje. W psychologii nazywa się to potrzebą odzwierciedlenia. To co czujemy wymaga wyrwania się na powierzchnię i usłyszenia tego na głos. Niejednokrotnie wpadamy na ciekawe pomysły, kiedy powiemy sobie na głos to, co kilkanaście razy już powtórzyliśmy sobie w głowie. Może dlatego, że co krąży w naszej głowie, nie jest tak autentyczne jak to, co usłyszymy. Usłyszenie głosu od zewnątrz sprawia jakby to ktoś inny do nas mówił.

Własny głos kontrolny

Głośne mówienie do siebie, to często kolejny etap dialogu ze sobą w myślach. Pozwala nam to kontrolować samego siebie. Gdy dłoń już sięga po ostatni kawałeczek przepysznego ciasta, nasz wewnętrzny głos mówi „nie”, ale to nie jest wystarczający bodziec by przestać, wtedy z naszych ust wydobywa się to samo „nie” i ciasto bezpiecznie zostaje na paterze.

Dodatkowym atutem mówienia do siebie jest rozwój aparatu mowy. Oglądając przed lustrem siebie w trakcie mówienia nabieramy odwagi, przezwyciężamy tremę i w efekcie żadne wystąpienie publiczne nie stanowi problemu. Dzięki temu nasza pewność siebie szybuje ku górze, bo wiemy, że żadna sytuacja, gdy będziemy musieli cos powiedzieć, nas nie zaskoczy. A takich sytuacji jest pełno: rozmowa z szefem, kłótnia z partnerem, trudna rozmowa z klientem.

Guy Winch, amerykańskie psycholog, sprawdzał jak działa w praktyce mówienie do samego siebie. Badanych podzielił na dwie grupy i przydzielił im te same zadania. Połowa z nich miała mówić na głos jak się czują (Denerwuję się. Jestem zestresowana. Czy aby na pewno wszystko robię dobrze?), natomiast druga miała mówić o swoich odczuciach tylko w drugiej bądź trzeciej osobie (Marek jest zdenerwowany. Marek się boi.). Badani z drugiej grupy poradzili sobie z zadaniami o wiele lepiej niż grupa pierwsza. Wynika to prawdopodobnie z faktu, że chociaż przez chwilę spojrzeli na swoje lęki i obawy jakby cudzymi oczami.

Za dużo gadania?

Mówienie do siebie to nie tylko same plusy. Należy do tego podejść z ograniczonym zaufaniem – jak na drodze. Psychiatrzy ostrzegają, że mówienie do siebie charakteryzuje osoby z objawami psychotycznymi. Przejawia się to omamami słuchowymi, słyszą głosy, których w rzeczywistości nie ma. Są one wytworem psychiki. Chorzy dotknięci takimi omamami zaczynają wdawać się z nimi w konwersację. Z zewnątrz wygląda to jakby człowiek rozmawiał sam ze sobą, jednak on sam ma wrażenie, że rozmawia z kimś kogo nie ma. Taka sytuacja zdecydowanie wymaga interwencji lekarza psychiatry.

Pokonaj stres z ODSTRESOWANI.PL. Śledź również nasz fanpage żeby nie przegapić nowości.

Ewa Roszczenko
Autor artykułu:
Ewa Roszczenko